poniedziałek, 30 czerwca 2014

Makijaz na co dzien

Hejka
 Makijaż na co dzień to nie jest tak oczywista sprawa jak mogłoby się wydawać. Musi być łatwy do wykonania no i oczywiście musimy się w nim dobrze czuć. Nawet nie zdajemy sobie sprawę jak możemy zyskać na pewności siebie nosząc codziennie nawet lekki makijaż. Uwielbiam robić makijaż to moja ulubiona część porannej toalety i nie wyobrażam sobie nie wykonać go chociaż w minimalnej części. 

Oczywiście nie było tak zawsze. Na początku używałam tylko maskary, potem korektora i stopniowo dodawałam kolejne produkty tak aby uzyskać efekt który mnie satysfakcjonuje a obecnie potrafię wykonać pełny makijaż w kilka minut. Tak więc nie rzucajmy się na wszystko od razu, kreujcie swój makijaż stopniowo i dodawajcie do niego to co uważacie za konieczne. Jeśli jesteście ciekawi jak ja robię swój makijaż zapraszam do mojego nowego filmiku:




Mam nadzieje, że filmik wam się spodoba, napiszcie mi co o nim sądzicie i do następnego razu. Papa!

sobota, 7 czerwca 2014

Zmartwychwstanie

Hejka!
Nie odważę się prosić o wybaczenie mojej nieobecności, wole udawać już że wcale jej nie było. Nawet nie wiecie ile się wydarzyło i ile mam wam do opowiedzenia. Może zacznijmy od tego, że w końcu uporałam się z maturą, pierwszym poważnym egzaminem mojego życia. I właśnie ten egzamin dojrzałości był powodem mojej obecności, mam nadzieje że zdałam wszystko pomyślnie. Dowiem się tego 17 czerwca. Zdawałam biologie i chemie dodatkowo na podstawie. Jak pewnie możecie się domyślić planuję iść na kierunek który wydaje się moim przeznaczeniem, mianowicie- kosmetologię. Ah... już niedługo będę studentką kosmetologi, brzmi to dla mnie wyjątkowo poważnie
Jak widzicie, mój lakier na paznokciach na tym zdjęciu, mówi jak mało czasu miałam. Oczekując na koniec matury wiedziałam jedno- po maturze będę intensywnie nagrywać filmiki na YouTube. Zainwestowałam swoje oszczędności w statywy, światła i sprzęt.

 Powiem wam, że realizowanie swoich planów, wizji i marzeń satysfakcjonuje człowieka niezmiernie. Mimo, że moja "kariera" YouTubera idzie jak krew z nosa, to i tak dalej chce to robić, bo sprawia mi to ogromną radość. Nagrałam ostatnio filmik, o tym jak zrobić maseczki z awokado i chciałabym was na ten film zaprosić. Było by mi niezmiernie miło, gdyby ktoś moja pracę zauważył i gdyby w końcu grono moich widzów stało się odrobinę większe.



W zapasie mam jeszcze mnóstwo przepisów na naturalne kosmetyki, bo uwielbiam przygotowywać maseczki, kremy, pillingi sama w domu. Według mnie działają one często lepiej niż te ze sklepu i ich skład jest przyjazny dla środowiska. I nawet sam Krzysztof Krawczyk preferuje awokado :)
W tle możecie zobaczyć "ściankę" z kastingu Hoop Coli. W następnej notce wam o tym opowiem, bo było to naprawdę ogromne przeżycie. Więc zapraszam na moj kanał na YouTube, dlatego, że tam udostępniam filmy regularnie. Pozdrawiam i do zobaczenia wkrótce!


piątek, 14 lutego 2014

Anty-walentynkowy makijaż

Na wstępie może powiem, że nie jestem żadnym przeciwnikiem obchodzenia walentynek. Nie miałabym nawet nic przeciwko gdyby każdego dnia można było obchodzić walentynki i wręczać je bliskim nam osobą :). Zdecydowałam się na zrobienie takiego makijażu, bo po raz pierwszy od wielu wielu lat będę spędzać ten dzień miłości jako...singiel. Nie jest mi z tego powodu kompletnie smutno, jestem silną młodą kobieta i nie potrzebuje żadnego faceta wokół siebie (gówno prawda). Wiem, że wiele z was pewnie też tak uważa i walentynki spędzacie u boku swoich przyjaciółek lub... nie wiem...w klubie? Więc właśnie dla was jest taki makijaż. Zastanawiałam się nad zrobieniem mocnego smokey eye, ale moim zdaniem wyglądało ona bardziej jak desperacje wołanie o zwrócenie uwagi. Trafiłam na teledysk Lady Gagi "telephone" i stwierdziłam, że to jest makijaż dla silnej i pewnej siebie kobiety.


Jestem ciekawa, jakie są wasze plany na walentynki. Ja idę właśnie do fryzjera, wprowadzić jakąś delikatną zmianę w swoim wizerunku..a raczej podciąć rozdwojone końcówki. Wieczorem mam plan oglądać fimy z Kubusiem Puchatkiem, bo już od dawana miałam ochotę go zobaczyć.
Jeśli nie macie swojej walentynki, nie martwcie się, zawsze jest rodzina, pies... Jeśli jednak naprawdę nie macie nikogo bliskiego, to ja piszę się na to, żeby być waszą walentynką! Pamiętajcie, że miłość czeka za każdym krokiem, więc wynocha od komputera, bo co może być bardziej romantyczne niż poznanie swojej miłości w walentynki?
Pozdrawiam, całuski.

wtorek, 11 lutego 2014

Troszeczkę słodyczy... Muffinki

Hej! Nie wiem jak wy, ale ja kocham, kocham słodycze, zaraz po kosmetykach uznaje się za uzależnianą od słodyczy. Robiłam sobie wiele postanowień, aby nie jeść słodyczy, ale wytrzymywałam najwyżej miesiąc. Przyznam się, że gotować nie umiem, nie wiem, ale przerażają mnie ten ogrom przypraw technik i jest to dla mnie kompletnie czarna magia, ale jeśli chodzi o pieczenie ciast to naprawdę uwielbiam to robić. Zauważyłyście, że jeśli robi się ciasto czas sam przyjemnie się rozkłada? Zazwyczaj wszystko wystarczy zmiksować, próbować (czyt. wylizać miski i łyżki), wsadzić do piekarnika i posprzątać wszystko co upaprałyście podczas miksowania. Gdy ciasto jest gotowe można wyżyć się kreatywnie i je udekorować. Ah.. czy pieczenie nie jest cudowne? Próbowałam wiele przepisów na babeczki. Różne mąki, dodatki, sposoby pieczenia. Ale jeden, o dziwo bardzo prosty kompletnie podbił moje serce. Jest to przepis znanej pewnie wam Nigelli.
 Składniki:
250 gram mąki
2 łyżeczki proszku do pieczenia
240 gram miękkiego masła
250 gram cukru
4 łyżki kakao
4 jajka
kilka łyżek mleka

 Wszystkie składniki prócz mleka miksujemy
Wlewamy mleko i nadal miksujemy do otrzymania jednolitej masy
Nakładamy do papierowych foremek, które wkładamy wpierw do metalowej formy
Pieczemy do wyrośnięcia i zarumienienia ( ja w 180 stopniach przed 17 minut)
Mmmmm! Uwielbiam, uwielbiam te babeczki! Lubię je poza tym, że są obłędnie pyszne i moim zadaniem nadawałyby się do sprzedawania w najlepsze kawiarni, to cudowne jest to, że składniki z jakich jej wykonuje zazwyczaj mam w domu. Nie znoszę kiedy, gdy mam ochotę zrobić sobie na szybko coś słodkiego i nie mam składników, żeby je wykonać. Nie wiem jak wy, ale ja lecę po następną muffinkę, bo jak patrze na te zdjęcia to ślinka mi cieknie. 
Miłego dnia/wieczoru! Pozdrawiam!

sobota, 8 lutego 2014

Zakupy w MAC

Hej! Miłego dnia.

Nie wiem czy tylko ja, czy wy też, ale jest jedna firma kosmetyczna. która sprawia, że mam gęsią skórkę na samą myśl o niej. Kilkakrotnie przychodziłam do ich sklepu z zaoszczędzoną stówką w portfelu i godzinami pytałam się pani która tam pracowała "a to do czego..a to..a to..?" Aż w końcu siadałam na ławeczce przed ich sklepem i rozmyślałam, czy naprawdę warto jest wydać te pieniądze na to. Zazwyczaj nic nie kupowałam, a kiedy zrobiłam się głoda wydawałam te pieniądze na zestaw w MacDonalds (zawsze jakiś mac). Jeśli byliście w sklepie mac we Wrocławiu zwrócicie uwagę jest w idealnym miejscu, aby siedzieć i ubolewać nad tym jak te kosmetyki są drogie. Ale pewnego dnia było inaczej... w tą środę po prostu weszłam do sklepu, pewna i wyprostowana i kupiłam...zupełnie inne rzeczy niż chciałam. Bo oczywiście sklep nie miał tych produktów które chciałam kupić (można się było tego spodziewać). Więc improwizując kupiłam...
Szminka cockney.
Wiedziałam, że mac ma szminki, które mają różne wykończenie, ale nie wiedziałam za bardzo na czym to polega. Chciałam kupić szminkę russian red, ale... wyglądałam w niej okropnie i wykończenie matt prawdopodobnie zupełnie nie jest dla mnie. Pani pokazała mi kilka innych czerwonych szminek i właściwie nie wiem dlaczego, ale chwyciłam tą i powiedziałam, że ją biorę. Wykończenie lustre jest delikatne i nawilżające, ale niestety nie trzyma się zbyt długo. Nie jestem przekonana do tej szminki, ale cóż.. może za dużo oczekiwałam od tych kosmetyków. Zastanawiam się nad tym, żeby ją oddać (można tak zrobić, jeśli ją już używałam?). Ale chyba muszę się po prostu uspokoić i przekonać się do tej szminki.
Paint pot w kolorze bare study, czyli taki jakby cień w kremie/baza od cienie. Jestem zakochana w tym kosmetyku, to jest właśnie mac kurde! Sam na powiekach wygląda cudownie, bo jest delikatnie perłowy, cienie wyglądają na nim świetnie plus.. jako jedyny, jedyny sprawia że moje cienie trzymają się mojej tłustej niestety powieki. I po raz pierwszy wracając wieczorem do domu nie musiałam podziwiać jak bardzo moje cienie zrolowały mi się na powiekach.
A więc mac mac, cudowny mac mój biały kruk kosmetyczny w końcu w mojej kosmetyczce, mój status w społeczeństwie w końcu można uznać za wyższy niż przedtem i co.. co dalej? Następne kosmetyki, następne wydane pieniądze na kosmetyki których tak naprawdę nie potrzebuje? Tak, bo mac uzależnia, już tworzę kolejną listę kosmetyków jakie tam kupię. Nie pytajcie mnie dla czego, bo... nie wiem.
 

piątek, 31 stycznia 2014

Ulubieńcy Stycznia

Hej Hej.
Nie pamiętam kiedy już ostatni raz pisałam coś tutaj. Aż mi wstyd, że tak zaniedbałam bloga. Styczeń byl wyjątkowo owocny jeśli chodzi o moje powroty do kosmetyków, które już miałam w swoich szufladach.
 Oleofarm- Olej Lniany.
Używam go przed myciem włosów i jestem nim naprawdę zachwycona, denerwuje mnie trochę geo zapach, który przypomina mi tran.
Balsam do Ciała Tutti Frutti farmony. Nigdy nie bylam fanką balsamów do ciała, ale ostatnio chciałam zużyć te które kiedyś kupiłam.Ten produkt powala swoim wyjątkowym zapachem, który umila mi naprawdę każdy wieczór.
Maybelline Baby lips. Uwielbiam tą szminkę do ust. Daje naturalny efekt, delikatny kolor i nawilża usta,
Kępki ardel individual. Mój strach przed sztucznymi rzęsami nareszcie pokonany! Nosząc te kępki nie czuje, ani że mam coś na powiece, a efekt jest naturalny ale widoczny.
Żel hialuronowy biochemia urody oraz Termo ochrona Maron, który nadaje efekt pięknych błyszczących loków.
Krem BB Skin 79 to wielki powrót do mojej kosmetyczki. O tym produkcie pisałam już kiedyś na blogu, ale mimo wszystko nie umialam się do niego w 100% przekonać. Teraz natomiast nie umiem bez niego żyć.
Szampon z Batiste, dzieki któremu nareszcie uporałam się z problemem białych plam na włosach po szamponie.
Zapraszam do zobaczenia mojego filmiku na yt na temat tych kosmetyków.

Miłego dnia!

poniedziałek, 23 grudnia 2013

** Filmiki o świętach Bożego Narodzenia**

Hejka!
Święta coraz bliżej... pragnąć wprowadzić was w ten świąteczny klimat, postanowiłam nagrać film z makijażem i vlogiem o świetach. Mój makijaż na święta może wydawać się mocy i odważny, ale dlaczego nie zaszaleć na tak wyjątkową okazję jak świąteczna kolacja. Mam nadzieje, że mój vlog i sposób patrzenia na świąteczny czas się spodoba.


wtorek, 17 września 2013

Zapraszam na YouTube!

Hej! 
Chciałam was poinformować, że przenoszę się na YT. Posty na blogu pojawiają się ostatnio bardzo rzadko. Jest to spowodowane tym, że chciałabym przekazywać wam coś więcej niż tylko zdjęcia i tekst. Nie chciałabym zupełnie bloga, chociażby ze sentymentu. Myślę, że będzie to dobre uzupełnienie do filmów. Chciałam bym robić filmy o makijażu, pokazywać wam różne kosmetyki i opowiadać o nich w luźny sposób. Tworzenie filmów daje więcej możliwości kusi mnie też pokazywanie różnych moich zestawów ubrań i może robienie vlogów na różne tematy nie tylko kosmetyków. Chciałabym kręcić coś co weekend, ale zobaczymy co z tego wyjdzie. Jak na razie zapraszam do subskrybowania. 
Pozdrawiam!

niedziela, 4 sierpnia 2013

Czego uzywac latem? Czyli kremy z filtrem i kremy BB.

Witam! Macie też problem z noszeniem makijażu w wakacje, myślę głównie o noszeniu podkładu? Spływa on z twarzy, a my staramy się go pudrować czy zbierać nadmiar sebum bibułkami matującymi. A pod koniec dnia nic z niego i tak nie zostaje. Lato i upały to nie jest dobry okres na noszenie ciężkich podkładów, zimą mogą one wręcz służyć jako warstwa chroniąca nas przed mrozem. Obowiązkowym na naszej twarzy powinien być filtr przeciw słoneczny. Długie narażanie naszej skóry na promieniowanie UV ma potworne skutki, przyspiesza też starzenie się skóry. Kremy z filtrem niestety mają to do siebie, że bielą i trzeba je dokładać w ciągu dnia, zdarza się też że zapychają pory. Czego więc używać?
W Azji bardzo, bardzo popularne stały się kremy BB. Były to kremy bardzo kryjące, często z właściwościami rozświetlającymi, wysokim SPF które miały za zadanie leczyć zmiany skórne. Popularność ich na wschodzie zainteresowała znane firmy kosmetyczne z całego świata. Postanowiły stworzyć swoje odpowiedniki tych kremów dostępne na rynku europejskim, niestety kremy te mało co wspólnego z oryginalnymi. Przypominają one raczej azjatyckie kremy CC, które są słabo kryjące i są przeznaczone dla osób które nie potrzebują tak ciężkich produktów. Kiedyś nazywane kremami tonującymi lub podkładami dla nastolatek dzisiaj widnieją na półkach drogerii jako kremy BB. Moim zdaniem nazwa ta powinna być używana tylko dla kremów Azjatyckich, ale rynek kieruje się swoimi prawami. 
W moje ręce trafiły dwa drogeryjne kremy, chociaż praktycznie każda marka kosmetyczna wypuściła już swój.
Pierwszym na jaki trafiłam był krem BB firmy Maybelline, które kojarzy mi się z typowymi produktami drogeryjnymi które są średnie, ale czasami znajdzie się w ich szafie jakieś perełki. Krem ten jest słabo kryjący i nie utrzymuje się zbyt długo na twarzy. Konsystencję ma bardzo przyjemną i łatwo się nakłada, ale wydaje mi się że to przez silikony, jakie w sobie ma. Podoba mi się, że cera wygląda po nim na promienną i jednolitą. Niestety strasznie się świeci i nie utrzymuje sie zbyt długo, nawet gdy utrwalę go pudrem. Nie jest to kosmetyk bez którego nie umiała bym żyć, oddałam go mamię bo często zdarzało się nawet, że zapominałam że go mam. Ona nie była z niego też zbyt zadowolona. Wiem że wiele z was go bardzo lubi, ale mnie poza konsystencją nic w nim nie zachwyciło.

Jednym z pierwszych ogólnie dostępnych kremów BB był krem firmy Garnier. Wzbudził duże zainteresowanie i wiem, że dużo z was go ma. Moja mam jest jego ogromną fanką i wiem, że używa go codziennie. Nie wiem czy jestem bardziej wybredna, czy wpadło w moje ręce więcej produktów tego typu i mam z czym go porównać ale ja go nie lubię. Konsystencja bardzo mnie denerwuje, najbardziej nie lubię tego, że po jego nałożeniu moje ręce się..lepią. Na twarzy w żaden sposób mnie nie zachwyca, nie wiem dlaczego ale źle czuje się z nim na twarzy i zapach mnie też drażni. Wiem wiem, jestem bardzo wybredna, ale coś mi w tym produkcie nie odpowiada. Może moja cera nie potrzebuje aż tak nawilżającego produktu bo taki on jest. Wiem że teraz wyszło go kilka wersji w zależności od karnacji i wieku. Nie testowałam żadnego z nich niestety. Ale moja mam zachwyca chyba większość z nich, więc czemu nie. Może warto spróbować, bo cena nie jest bardzo wysoka.
Krem firmy skin 79 to jeden z bardziej popularnych azjatyckich kremów. Ma on dość dziwny kolor, jest on wręcz szary. Zaraz po nałożeniu odznacza się, ale po jakimś czasie idealnie stapia się ze skórą, kolor jednak nie wiem dlaczego po kilku godzinach robi się bardziej blady niż mój naturalny kolor cery. Jeśli chodzi o konsystencje to nie jest ona dla mnie tak przyjemna jak pierwszy krem, jest to coś pomiędzy Maybelline, a Garnierem. Jeśli chodzi o krycie, to dla mnie było zadowalające, ale ja nie mam cery która wymaga dużego krycia. Używałam tego krem bardzo namiętnie rok temu, ale pompka mi się zepsuła. Przez długi czas nie umiałam rozgryźć co się stało, czy produkt się skończył? Jeśli nie jak dostać się do zawartości i rozebrać to skomplikowane azjatyckie opakowanie? Ale pewnego dna znów zaczął działać, nie wiem co się stało. I zauważyłam, że po kilku godzinach bardzo zaczynam się świecić, a rok temu to się nie działo. Nie wiem czy przez rok moja cera stała się bardziej tłusta? Ale to aż tak mi nie przeszkadza jak zmiana koloru na bardziej blady, co sprawia że przy opalonym ciele, wyglądam na zmęczoną lub chorą. 

Moim tegorocznym hitem jest podkład w kompakcie z Biodermy. Kupiłam go na promocji w aptece. Była to dość ciekawa promocja w której pani z biodermy badała mi cerę i dawała próbki i wszystkie kosmetyki były -25%. Skusiłam się na podkład w kompakcie z SPF 30. Jestem tym produktem oczarowana. Krycie jest satysfakcjonujące i konsystencja kremowa i bardzo przyjemna. Produkt po nałożeniu na skórę jest matowy i utrzymuje się taki przez długi czas. Jedyne co bardzo przeszkadza mi w nim to że kolor jest bardzo ciemny i pomarańczowy. Co nie wygląda źle przy opalonej cerze, ale na początku wakacji bardzo się odznaczało. Do wyboru są dwa kolory ciemny kolor jest jeszcze bardziej szalony i pomarańczowy niż jasna wersja którą mam ja. Nie wiem o czym myśleli producenci gdy tworzyli kolor, ale coś im nie wyszło. Mimo koloru jest to bardzo ciekawy produkt w który warto zainwestować. 
Nie jestem fanką kremów BB, ostatni podkład w kompakcie jest dla mnie najlepszy pod każdym względem, ale jak już wspominałam, to tylko moja opinia, jeśli wam te produkty służą i jesteście z nich zadowolone, to bardzo dobrze. Każda skóra inaczej reaguje na różne składniki w kosmetykach, może to też zależeć od naszych osobistych upodobań.
Jak wam mijają wakacje? Mi bardzo spokojnie i o dziwo.. powoli. Czas zajmuje mi zdawanie prawa jazdy, które nie pozwala mi spać w nocy. Wizja ostatniej klasy liceum - maturalnej też nie jest zbyt ciekawa. Ah niech te wakacje trwają wiecznie. Lubicie sushi? Ja kupiłam sobie zestaw do jego robienia i przeszłam szybki na YouTube jak je poprawnie przyrządzić, ale jakoś nigdy nie miałam okazji. Próbowałam go już kilka razy i smak jest dla mnie całkiem całkiem, ale nie jest to coś co chciałabym jeść codziennie na obiad ;)
Pozdrawiam!

niedziela, 28 lipca 2013

Welcome back! Red eye make up!

Witam! Na miejscu chciałąm was przeprosić za tak długą nieobecność. Myślę że jedynym słowem jakie może to wyjaśnić jest.. lenistwo, okropne lenistwo z mojej strony. Nie wiem co się ze mną stało, straciłam wenę i zapał do tworzenia czegokolwiek na tym blogu. Jednym z powodów było też to że straciłam mojego fotografa, czyli mojego chłopaka i teraz muszę poszukiwać co jakiś czas nowej osoby która będzie mogła mi zrobić zdjęcia. Dzięki moim przyjaciółką, które stale motywowały mnie do powrotu do pisania, wracam. Wiem ze pewnie wielu czytelników już dawno zapomniało o moim istnieniu i teraz trudno będzie mi was odzyskać, ale będę się starać ile mogę. 
Na początek po tak długiej przerwie przychodzę do was z czymś prostym i przyjemnym i czymś co mogę szybko zredagować i opublikować, aby nie tracić już czasu. 

Z czym kojarzy wam się czerwień w makijażu? Na pewno z klasyką, czyli czerwonymi ustami lub może trochę rzadziej z czerwonym różem do policzków. Jednak okazuje się że czerwień nie musi być używana tylko w tak oczywisty sposób ale może być też używana na oczach. W jednej z moich paletek Sleek PPQ znajduje się prześliczny czerwony kolor z którym pokażę wam dzisiaj makijaż. Nie będzie to mocny makijaż ale raczej delikatna wersja, która będzie idealna na np. wakacyjne imprezy w plenerze czy ogniska. Jeśli chodzi o czerwone cienie to wiem ze firma MIYO też ma w swojej kolekcji czerwony cień, ale odcień który oni proponują jest dość trudny w użyciu, cień z paletki sleek ma w sobie delikatne odcienie żółci dlatego tak ładnie prezentuje się na oczach. Jeśli chodzi o bardziej popularne firmy to czerwony cień znajdziecie też w szafach Inglota. 

Do czerwonego cienia dobrze jest użyć cieni złotych, a gdy łączymy czerwień z bielą warto jest użyć np. koloru żółtego miedzy nimi aby uniknąć efektu zmęczonego oka. Na pewno czerwony kolor na linii wodnej to nie jest dobry pomysł oraz ogólnie wydaje mi się że dolna powieka i czerwony kolor raczej się nie lubią.
Mój makijaż zaczynam od nałożenia na całą górną powiekę jakiegoś beżowego cienia, który będzie podstawą makijażu i wyrówna kolor powieki.  
Następnie na środek górnej powieki nakładam czerwony cień, tak aby delikatnie łączył się z beżowym cieniem pod spodem. Po delikatnym rozblendowaniu, aby stworzyć przejście kolorów dołóż czerwony kolor jeszcze raz aby był intensywniejszy.
Teraz na dolną powiekę nakłada złoty cień z żółtym połyskiem. Następnie eyelinerem robię delikatną kreskę. 
Teraz czas na konturowanie twarzy. Polecam użyć do tego makijażu różu w ciepłym kolorze np. brzoskwiniowym i nie nakładać go zbyt dużej ilości. Różowe kolory i tym podobne odcienie mogą sprawić ze będziemy wyglądać trochę jak porcelanowa lalka i nie będą dobrze łączyć się z resztą. 
Na usta nałożyłam delikatnie różowy błyszczyk firmy Inglot, wam też polecam do tego makijażu raczej błyszczyki.
I to już wszystko jeśli chodzi o mój makijaż. Jak już mówiłam mój makijaż jest bardzo bardzo delikatny. Jeśli chcecie możecie oczywiście dodać więcej czerwieni i mocniejszą kreskę. A tak prezentuje się efekt końcowy.
Jeśli chodzi o wygląd bloga, to trochę się zmieniło. Nowy nagłówek który jest trochę weselszy od poprzedniego oraz znacznie większe zdjęcia do których... jak na razie nie mogę się przekonać.
Wakacje w tym roku są naprawdę gorące co pewnie większość z was cieszy. Ja osobiście nie przepadam za upałami i koczuje w domu czekając na lepsze..delikatnie zimniejsze czasy. Przez ten czas przybyło mi dużo kosmetyków, ale nie wiem czy jest jakiś sens aby je pokazywać, bo są już dosyć zużyte. Kusi mnie aby zacząć na blogu mały kącik o gotowaniu. Ale jednego jestem pewna, zacznę znów pisać bloga regularnie (oh daj Boże) i może w trochę bardziej luźnej formie. Jak na razie to tyle. Do następnej notki, która na pewno pojawi się już niedługo!
Pozdrawiam!

niedziela, 23 grudnia 2012

Christmas make up!

 Witajcie kochani! Dzisiaj przychodzę do was z makijażem, który mam nadzieję sprawi, że poczujecie cudowną atmosferę świąt bożego narodzenia. Ja uwielbiam święta i wszytko co z nimi związane. Cudowną świąteczną muzykę, świąteczne ozdoby, pięknie oświetlone ulice, jarmarki z gorącą czekoladą, śnieg, a nawet co roczne wałeczki tłuszczu,które nie wiadomo dlaczego pojawiają się po świętach ;)
Ten czas kojarzy się nam głownie z zielenią świątecznego drzewka, złotem ozdób i czerwienią stroju Mikołaja czy barszczu. Wszystkie te kolory postarałam się uwzględnić w moim świątecznym makijażu. 
 1. Zaczynamy standardowo od podkładu. Ja użyłam Revlon color stay.
 2. Korektorem essence stay natural zakrywam cienie po oczami, używam go też jako bazy pod cienie.
 3. Konturuje twarz bronzerem z flormar o numerze 22. Jest to bronzer z różowymi, brązowymi i kremowymi pigmentami oraz drobinkami brokatu, pięknie wygląda na twarzy i idealnie pasuje na święta.
 4. Na policzki, tym samym pędzlem nakładam róż ze Sleek sunrise, jest to piękna mocna czerwień, bardzo ciemna.
 5. Na kości policzkowe używam rozświetlacza z collection 2000. Nie bójmy się w święta używać brokatu na twarzy czy mocno rozświetlających produktów.
 6. Brwi zaznaczam paletką z essence.
 7. Na całą powiekę nakładam ciemny zielony matowy cień z paletki sleek ultra mattes.
 8. W wewnętrznych kącikach nakładam zimne złoto (z paletki essnece 50's girls 01 I'm a marine girl), a granice z ciemną zielenią i złotem rozcieram cieniem z Inglota 414 pearl, jest to perłowa zieleń.
 9. Dolną powiekę zaznaczam ciepłym złotem, jest to cień IsaDora 75 gold light
 10. Czarnym matowym cieniem lekko zaznaczam górną linię rzęs i rozcieram.
 11. Resztki cienia ,które zostały na pędzelku używam do delikatnego zaznaczenia dolnej linii rzęs.
 12. Rzęsy mocno tuszuję maskarą maxfactor false lash effect
 13. Dolne rzęsy tuszuje moim ulubionym tuszem do dolnych rzęs gosh amazing length'n build.
 14. Usta maluje szminką rimmel 170 alarm.
 15. Na szminkę błyszczyk z miss sporty hollywood lip gloss 350 rodeo drive
I gotowe! Mam nadzieję, że makijaż wam się podoba i zainspiruje was do zrobienia podobnego.


 Życzę wam cudownych świąt, wymarzonych prezentów i spełnienia wszystkich marzeń!
Wesołych Świąt!